Profil użytkownika kocio

Tylko nie mów nikomu (2019)

Całkiem udany film, zwłaszcza w porównaniu z topornymi "Władcami marionetek" z 2010. Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie pani Anna, która poszła na konfrontację z molestującym ją kiedyś księdzem i pozwoliła to opublikować bez ukrywania się. To dodaje filmowi ogromnie dużo wiarygodności. Twórcy konsekwentnie trzymają się stonowanej narracji i to też wielki plus - łatwo byłoby zrobić z tego seans nienawiści, a tu jest miejsce na spojrzenie z perspektywy ofiar, co boli je dziś (i też dobrze, że nie ma epatowania cierpieniem dzieci). Kolejna zaleta - sięgnięcie po przykłady znanych i wpływowych księży, bo widać, że to grubszy problem systemowy, a nie tylko wstyd na skalę parafii. Wreszcie użycie środków technicznych i artystycznych (montaż, muzyka, drony...), żeby trochę to uogólnić i nie skończyć na reportażu interwencyjnym. Ujęcia z ukrytej kamery oczywiście są, ale na szczęście nie jest to przytłaczająca stylistyka w tym filmie i wtedy chodzi o to, co słychać. Treść jest najważniejsza.

kocio napisał(a) o: kocio

Wstyd (2011)

Wstydu nie ma - film spójny, ma powolne tempo i klimacik, więc oglądało mi się dość przyjemnie, wbrew obawom. Nie czuję jednak po co powstał, opis samotności w wielkim mieście (a już zwłaszcza w Nowym Jorku!) to coś w pobliżu banału. Rozumiem, że bohaterowi jest źle, ale obraz powierzchownego sukcesu prowincujsza niczym mnie nie zaskakuje. Najładniej o tym zaśpiewała jego siostra - "New York, New York!" na smutno i intymnie, a nie triumfalnie i z big bandem. Wydaje mi się, że to jest główny motyw filmu, który jednak jest mało widoczny przez jawną erotykę. Więcej jest pięknej muzyki, choćby ta przy bieganiu nocą. Co do erotyki - od czasu "Pillow book" zaskakuje mnie jak mało jest męskiej nagości w kinie, zwłaszcza w porównaniu z kobiecą, a w tym filmie też wcale nie jest zbyt odważnie. Tabu trzyma się mocno. Irytowało mnie, że bohater tak łatwo nawiązuje erotyczne napięcie z przypadkowymi kobietami w metrze. Owszem, Fassbender jest przystojny, ale z taką miną?! No bez przesady...

Bohemian Rhapsody (2018)

Biografie łatwo spłycić tak, że przypominają przeglądanie slajdów z wycieczki - najpierw było to, potem tamto... I sens dramaturgii zanika. Ale to jest dobrze poprowadzony film, wydarzenia nie sprawiały na mnie wrażenia obowiązkowych punktów do odbębnienia. Bohaterowi wyraźnie brakuje charyzmy Freddy'ego, ale ma swój styl i urok, tylko dużo łagodniejszy. Za to Lee w roli Briana Maya mnie powalił - miałem pełne złudzenie, że to prawdziwy muzyk. Nie jestem fanem Queen, ale to piękna muzyka i zyskała na oprawieniu jej w kontekście większej historii. Niestety straciła przez to, że była poszatkowana. Technicznie brawa dla montażysty, że potrafił skrócić piosenkę do kilkudziesięciu sekund tak, że nie widać w tym szwów, tylko czuję dezorientację, że czegoś brak. Chciałbym żeby choć jedna była w całości jako ilustracja wydarzeń. Ale nawet niektóre fragmenty w kontekście tej opowieści łapały za gardło. Nie żałuję seansu i trochę się wzruszyłem, a film okazał się lepszy niż się spodziewałem.

Fuga (2018)

Trochę na wyrost było oczekiwanie, że będzie to film wywołujący ciarki jakąś tajemnicą, żeby było bardziej emocjonująco i gatunkowo w sensie "mystery thriller". Ale sprawdziła mi się reszta oczekiwań - zwykły dramat psychologiczny, studium obcości i poszukiwania siebie. Fajne dialogi, wszystkie dość naturalne (zwłaszcza te z udziałem chłopca!), bardzo przekonująca postać głównej bohaterki, scenariusz układający się w jakąś opowieść, nie będący zlepkiem scen, to wszystko mi się podobało. Niewiele muzyki też mi pasowało. Nie ma tu cukierkowości, powrót córki/żony/matki marnotrawnej wywołuje lęk, nieufność, żal, a nie falę radości w rodzinie. Bo to trudna sytuacja dla wszystkich. Alicja/Kinga jest szczera i to jest w niej ciekawe - czasem jest nieznośna, a czasem czuła albo zabawna. Ale mówi wprost, choć czasem męczyło mnie to, że milczy. Najbardziej zabawne sceny to zabawa w przeklejanie karteczek i epizod Darka w restauracji - nie były przeszarżowane i nie zmieniały klimatu.

kocio napisał(a) o: kocio

Nigdy cię tu nie było (2017)

Oglądało mi się to świetnie, tylko za krótko. To nie tyle film, co raczej płynąca, mroczna ale delikatna opowieść. Nie jest to kino sensacyjne, mimo że czasem taka przemoc rodem z Tarantino się pojawiała - przesadzona, karykaturalna aż czasem śmieszna, ale świetnie oddająca stan ducha bohatera. To porządne kino artystyczne klasy popularnej - jest technicznie dopracowane i nie udaje realizmu jak filmy spod szyldu offowego, ale popkorn może nie wchodzić, bo to tempo nie takie szybkie i bohater nie bohaterski. Przypominał mi się "Leon zawodowiec", choć ten film jest bardziej oparty na emocjach i wrażeniach, w tym na muzyce, dźwiękach i detalach, a fabuła jest dość zdawkowa. Daleko mu jeszcze z mozaiką i montażem do "Przypadków Tracy", spodziewałem się czegoś mniej linearnego i może nawet jakiejś zagadki do rozwiązania, ale jednak ten kalejdoskop scen nie jest i nie ma być spójny - chyba że stylistycznie. Aż ciekaw jestem powieści na podstawie której to nakręcono.

kocio napisał(a) o: kocio

Tully (2018)

Muszę sprostować, że pierwsze wrażenie jest mylące. To nie jest ciepła komedia o dorastaniu do macierzyństwa jak "Mama na obcasach" ani odjechana komedia o umęczonej mamie, która chce przy okazji być człowiekiem jak "Złe mamuśki" (lubię oba te filmy). Nie jest to też thriller o starciu osobowości, choć to wszystko jest w zapowiedziach. To tak najbardziej film w formacie Sundance - niezależne kino o człowieku w kryzysie, ciepło, powoli, nieco nostalgicznie i z drapieżnym humorem, ale w tle. "Komedia" to tutaj tyle co "nie tragedia". Można się śmiać, ale na koniec zostało mi głównie duże wzruszenie i refleksje. Wspaniała rola główna - niesamowite, że Theron tak dobrze sprawdza się jako aktorka w takim dość intymnym i offowym repertuarze. Jest wiarygodna zarówno jako babka w dołku jak i kobieta tryskająca urokiem osobistym, i nie chodzi tylko o poświęcenie w tyciu do roli. Jest wiarygodna w graniu. Muzyka indie jak cała reszta (poza oscarową aktorką), dopełnia klimatu. Zwolnij i obejrzyj.

kocio napisał(a) o: kocio

LEGO przygoda (2014)

Jestem bardzo zbudowany pracą scenarzystów - nie tylko historia jest spójna i ciągła (jest nawet czechowowska strzelba!), ale jest dużo naprawdę dobrych smaczków. Podoba mi się pomysł na połączenie złego i dobrego gliny w jednej, schizofrenicznej postaci, absurdalne obsadzenie Batmana w roli mrocznego kretyna, ale też wiele dobrych, krótkich żartów. Nie przesłodzone, bo nawet jednorożce mogą się wkurzyć, a i relacje dziecka z rodzicem choć są na drugim planie, to jednak zawierają dozę realizmu. Dużo akcji i klockowe szaleństwo są zrozumiałe, jednak nawet bez efektów specjalnych to całkiem porządny film z komizmem na poziomie.

kocio napisał(a) o: kocio

Blade Runner 2049 (2017)

Cóż, film do zanurzenia się - nocny seans się nie dłużył, czyli nie nudzi. Niestety wtórny, do tego stopnia, że słynny i dobry kompozytor naśladuje innego słynnego kompozytora, choć mógłby coś własnego. Trudno przebić pytania z 1982 (czy sztuczny człowiek ma duszę?), ale udało się zadać kolejne ważne - filozoficznie bez zarzutu (nie chce spoilerować!), zawiodło jednak podanie, nie czułem napięcia z oryginału. Mnie się najbardziej podobał drugoplanowy wątek wirtualnej dziewczyny bohatera i wydaje mi się, że to niewykorzystany potencjał, bo autentycznie wzbudzała we mnie emocje. Mianowicie: androidy niby są podludźmi, ale kim wobec tego jest elektroniczny fantom służący androidowi? Nie ma nawet ciała, choć ma jakąś wolę i uczucia - ciekawe, czy prawdziwe, czy zaprogramowane (oddana do granic - seksizm aż miło!). Najbardziej przejmująca, złożona technicznie i chyba też przełomowa w kinie scena, to gdy fantom próbuje się "nałożyć" na fizyczny seks! Po zakończeniu widać, że będzie sequel!

kocio napisał(a) o: kocio

AlphaGo (2017)

Film z gatunku relacji sportowej, ale bardzo nietypowej: tu nie gra reprezentacja Polski w piłkę nożną z drużyną Niemiec, tylko reprezentacja ludzkości w go przeciw maszynie... Skądinąd też zaprogramowanej przez ludzi, ale ten program przerasta umiejętnościami twórców, ponieważ sam się uczy. Ogląda się to wspaniale, nieważne komu się kibicuje. Nie jest wymagana znajomość sztucznej inteligencji ani gry w go, narracja po kolei prowadzi nas przez sens rozgrywki, a nie jej detale. Jest czym się emocjonować, można się czasem pośmiać, ale też jest o czym pomyśleć. Atutem "AlphaGo" jest pominięcie wątków apokaliptycznych i mówienie o przełomie w rozumieniu gry w go, a nie o opanowaniu świata przez potężną SI - twórcy filmu wyraźnie dystansują się od doniesień medialnych z nieodłącznym Terminatorem. Co by nie mówić, jest to jednak doniosłe wydarzenie w historii gier, informatyki i ludzkiej kultury. Świetnie, że ktoś to sfilmował, i to w taki sensowny sposób.

kocio napisał(a) o: kocio

Baby Driver (2017)

Dosyć dziwny film, ale to dzięki temu właśnie na niego poszedłem, bo niby to kino letnie, ale jednak z artystycznymi smaczkami. Wstęp można oglądać wielokrotnie, bo jest spójną fabularno-montażowo-muzyczną całością i faktycznie trudno nie uznać tego za teledysk. Potem już nie jest tak fajnie, bo główny bohater przestaje być taki tajemniczy, a to jest postać ikoniczna, powiedzmy jak Koleś z "Big Lebowski". Pogłębiać go oznacza pozbawiać go tej aury niezwykłości. I choć jest w filmie jeszcze kilka scen naprawdę synchronicznych, to nie jest tak dopieszczone jak wynikało z recenzji - nie pogardziłbym tą domieszką sztuczności, bo ona właśnie powoduje opad szczęki, a nie gangsterska pulpa (Tarantino ograł ją dużo lepiej). Spacey nie wypalił aktorsko - jest groźny niby wujo chrzestny, do ojca chrzestnego brakuje mu dużo, a szkoda, bo mógłby uwiarygodnić napięcie. Cóż, na deser zostaje miks "Was he slow?" - krótkie, pyszne dziełko. Ciekawy film (i zakończenie), ale jednak w klasie średniej.

kocio napisał(a) o: kocio

Dunkierka (2017)

"Incepcja" miała w sobie coś, ale to była zabawa w szaleństwo wyobraźni. "Dunkierka" ma właściwie to samo, tylko to jest film o ludziach, co dodaje sensu wszelkim zabiegom formalnym. Znów są epickie wizualnie przestrzenie oraz montaż równoległych światów, dzięki czemu oglądając klaustrofobiczną historię widz się nie nudzi (szacun!). Wielki plus za oszczędność: absolutnie nie ma epatowania krwią i flakami, a milczenie bohaterów jest zrozumiałe - bo o czym tu gadać, kiedy chcesz przeżyć a wszyscy dokoła są tak samo zagnani w kozi róg? Paradoksalnie jest to mniej "wojenny" film niż "Łotr 1", który niby był fantastyką! Tam nie było dużo bohaterszczyzny jak na baśniowy epos, a tu - już prawie w ogóle. Jestem zadowolony z lżejszego zakończenia, czuć, że reżyser nawet tu uniknął pułapki szantażu emocjonalnego - przecież i tak wiadomo, że to niewesoła historia, a dzięki temu zamiast horroru mamy jakby medytację na temat poczucia beznadziei. Piękne, wzruszające (ale nie tanimi chwytami!) kino.

kocio napisał(a) o: kocio

Gru, Dru i Minionki (2017)

Lepsze niż się spodziewałem. W 3D niektóre smaczki wizualne wyszły, ale nie było natłoku efektów specjalnych. Głównie wypalił scenariusz, dzięki czemu się nie nudziłem ani nie czułem się nabity w Minionki - to uczciwie poprowadzona opowieść i dobra komedia, więc czuję się zadowolony. Gwiazdą filmu jest niewątpliwie złoczyńca Bratt - to przekonująca postać, a jego stylówa na lata 80. jest konsekwentna i rzeczywiście zabawna. No, może trochę bym narzekał na to, że wszystkie stare przeboje zostały ucięte do granicy scenki, więc gdy się już zaczynałem bawić muzycznym cytatem, on się znienacka kończył - przydałoby się pociągnąć jedną czy drugą melodię w tle, film zyskałby na naturalności w montażu. Na drugim planie też się dzieje - poszukiwania jednorożca to fajny, nieco przewrotny przypis na temat tego co jest ważne dla dzieci, z kolei Lucy, która próbuje sprostać roli rodzica, to także śmieszny, ale sensowny i realistyczny wątek.

kocio napisał(a) o: kocio

Kedi - sekretne życie kotów (2016)

Na seansie chciało mi się trochę spać, ale to nie jest wada - to taki uspokajający obrazek z kojącą, śliczną muzyką. Nie trzeba być kociarzem, żeby się dać wciągnąć w tego snuja. Przypadło mi do gustu zwiedzanie słonecznego tureckiego miasta od strony sklepików, portu i innych zakamarków.

kocio napisał(a) o: kocio

Mężczyzna imieniem Ove (2015)

Da się obejrzeć, choć natłok strasznych przeżyć - który oczywiście tłumaczy bohatera i ma ocieplać jego wizerunek - mnie raczej zniechęcił. Jak na nominację do Oscara słabo, ale jako europejska tragikomedia jest lepiej. Nie mogę narzekać, że się nie spodziewałem tego, co zobaczyłem.

kocio napisał(a) o: kocio

Jej wysokość Afrodyta (1995)

Gdyby nie kilka zabawnych kwestii i rola Mory Sorvino, nie byłbym zadowolony z tego filmu. A tak - dało radę, ale lepiej jest tylko w porównaniu z ostatnimi filmami Allena.

kocio napisał(a) o: kocio

Paterson (2016)

Piękny film, wzruszający i zabawny. Nie spodziewałem się czegoś tak dobrego, raczej prostego "snuja" o tym, że życie jest, a raczej może być poezją. I to fakt, to jest główna warstwa filmu. W tym Jarmusch odszedł od swoich starych filmów - tam pokazywał dziwactwo życia, tu dziwaczności schodzą na dalszy plan, liczy się głównie zachwyt i kontemplacja. Zachwycą się i nowi nieco wrażliwsi widzowie, bo wygląda trochę jak obrazek na Sundance, ale fani starych komedii tego autora nie mogą narzekać - ludzie nadal są dziwni, pod drobnymi gestami drzemią słabo ukrywane wulkany emocji, a mowa słabo się sprawdza jako sposób na porozumienie. Takich smaczków dla fanów jest przynajmniej kilka. Dowcipem jest choćby samo miejsce - amerykańską prowincję pełną gębą mamy rzut beretem od Nowego Jorku; czarno-białe filmy, o których wspominają bohaterowie jako o uroczym anachronizmie, kręcił przecież sam Jarmusch; wreszcie japoński akcent jako synonim obcości. "Paterson" to świetna ewolucja mistrza.

kocio napisał(a) o: kocio

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (2016)

Bardzo byłem ciekaw włoskiego kina z takim pomysłem - zwykle jeśli myślę "kino europejskie", to myślę o Francji, ewentualnie Wielkiej Brytanii, włoskie filmy wydają mi się błahe. Ten nie, jest nawet lepszy niż miałem nadzieję. Humor w odpowiednim stężeniu, ale i wzruszenia jest bardzo dużo, a dobry komediodramat to dla mnie fantastyczne przeżycie. Postacie są wciągające i trudno mi nawet oceniać aktorstwo, bo po prostu wszyscy grali tu do jednej bramki, czyli żeby pokazać emocje i pozwolić się zastanowić widzowi jak to jest z prawdą w bliskich relacjach między ludźmi. Nie ma gwiazdorzenia i nie ma ogonów. I o to chyba chodzi, przekaz jest czysty i szczery, warto go sobie posłuchać na własną rękę, żadne środki artystyczne nie powinny w tym przeszkadzać. Więc dobrze, że to jest sztuka środka - dość teatralna w konstrukcji (klasyczna jedność czasu, miejsca i powiedzmy że akcji) i bez stroszenia piórek. Ale zakończenie to prawdziwa bomba: artysta ma prawo czniać poprawność, gdy ma to sens.

kocio napisał(a) o: kocio

Pitbull. Nowe porządki (2016)

Niech no znajdę typa, który narzekał na nowego Pitbulla!... Nie oglądałem wprawdzie pierwszego filmu, ale pokochałem serial. W porównaniu z nim ten film miał podobny klimat, tylko - siłą rzeczy - bardziej pobieżnie zarysowane postacie. Szkoda, ale nawet w tym skrótowym ujęciu są fascynujące. Wspaniały casting - gwiazdy mają szansę pokazać się od innej strony ("Niania" Dygant!), ale nie ma przesytu, wszystko pasuje do wizji reżysera. A ta jest mroczna - Vega znów pod płaszczykiem kryminału pokazuje horror o tkwiących w nas demonach. Niesamowite, że słynna już pedantyczna dokumentacja i znajomość realiów nie przyćmiewa przekazu artystycznego. Duży plus za zdjęcia, w tym ujęcia z góry - momentami zapierały dech w piersiach. Że też im się chciało... Nawet bez tego film byłby dobry, tylko mnie by czegoś brakowało. Dziwne są wnętrza, w filmie wszystkie są eleganckie, jakby nie było innych. I szkoda starych znajomych z serialu: to nie Gwiezdne wojny 30 lat później, za szybko poszli w epizody!

kocio napisał(a) o: kocio

Zwierzogród (2016)

Kolejna mocna propozycja Pixara! Zwabiony pysznym zwiastunem szedłem na zabawną i niegłupią bajkę, a jest to jak zwykle wielowymiarowa opowieść w typie Ezopa. Nic dziwnego - przecież to współtwórcy "Ralpha Demolki" i "Zaplątanych"! Oczywiście podstawą są bohaterowie, kryjący pod futerkami ludzkie uczucia i dylematy, a także dialogi między nimi. Ale scenariuszowi także nie mogę nic zarzucić - akcja jest spójna i nieprzewidywalna (włącznie z ostatnią sceną =} ), wciąga tak, jak powinien to robić kryminał, a w sumie na tej kliszy film bazuje. Ale są też smaczki i cytaty (Ojciec chrzestny, Speed), a przede wszystkim prawdziwe problemy uprzedzeń i zrozumienia, a nawet takie subtelności jak psychologia ofiary. To wszystko niezbyt ukryta wizja amerykańskiej utopii wielkiego tygla, gdzie - w mieście w stylu Nowego Jorku - przenikają się rozmaite typy ludzi. Rozwiązanie zagadki jest przekonujące, a króliczka świetnie łączy problemy kobiet w świecie mężczyzn z odwiecznymi problemami "słoików".

kocio napisał(a) o: kocio

Złe mamuśki (2016)

Porządna letnia komedia, zrobiona zgodnie z regułami gatunku bajki o buncie potulnych, ale to dla mnie akurat zaleta - w przeciwieństwie do ostatnich dobrych polskich filmów (niby różnych - "Bogowie", "Carte blanche", "Moje córki krowy") potrafiły dotrzeć do moich emocji zamiast skupiać się na akcji! Mogłoby być śmieszniej, czyli gęściej od gagów i na pewno bym się nie pogniewał (tak się bawiłem na zeszłorocznej "Agentce"), ale rozumiem, że twórcom filmu chodziło o pokazanie prawdziwego problemu, a nie tylko zabawę i o to też nie mam pretensji. Ciepło i zrozumienie dla bohaterki (jej przyjaciółki są ewidentnie tłem) są niekłamane, w "Żonach ze Stepford" to też było, ale zamaskowane. Brawa dla tłumacza za kreatywność - muszę sprawdzić jak brzmi "chujagan" w oryginale. =} Duży plus to gra Mili Kunis, która pokazała charyzmę - nie wbijała mnie w fotel, ale słuchałem jej uważnie, i czułem, że zrobiła to bez szarżowania. Fajny pomysł na napisy końcowe, czyli wywiady aktorek z ich matkami.