Profil użytkownika kocio

kocio napisał(a) o: kocio

Wstyd (2011)

Wstydu nie ma - film spójny, ma powolne tempo i klimacik, więc oglądało mi się dość przyjemnie, wbrew obawom. Nie czuję jednak po co powstał, opis samotności w wielkim mieście (a już zwłaszcza w Nowym Jorku!) to coś w pobliżu banału. Rozumiem, że bohaterowi jest źle, ale obraz powierzchownego sukcesu prowincujsza niczym mnie nie zaskakuje. Najładniej o tym zaśpiewała jego siostra - "New York, New York!" na smutno i intymnie, a nie triumfalnie i z big bandem. Wydaje mi się, że to jest główny motyw filmu, który jednak jest mało widoczny przez jawną erotykę. Więcej jest pięknej muzyki, choćby ta przy bieganiu nocą. Co do erotyki - od czasu "Pillow book" zaskakuje mnie jak mało jest męskiej nagości w kinie, zwłaszcza w porównaniu z kobiecą, a w tym filmie też wcale nie jest zbyt odważnie. Tabu trzyma się mocno. Irytowało mnie, że bohater tak łatwo nawiązuje erotyczne napięcie z przypadkowymi kobietami w metrze. Owszem, Fassbender jest przystojny, ale z taką miną?! No bez przesady...

Bohemian Rhapsody (2018)

Biografie łatwo spłycić tak, że przypominają przeglądanie slajdów z wycieczki - najpierw było to, potem tamto... I sens dramaturgii zanika. Ale to jest dobrze poprowadzony film, wydarzenia nie sprawiały na mnie wrażenia obowiązkowych punktów do odbębnienia. Bohaterowi wyraźnie brakuje charyzmy Freddy'ego, ale ma swój styl i urok, tylko dużo łagodniejszy. Za to Lee w roli Briana Maya mnie powalił - miałem pełne złudzenie, że to prawdziwy muzyk. Nie jestem fanem Queen, ale to piękna muzyka i zyskała na oprawieniu jej w kontekście większej historii. Niestety straciła przez to, że była poszatkowana. Technicznie brawa dla montażysty, że potrafił skrócić piosenkę do kilkudziesięciu sekund tak, że nie widać w tym szwów, tylko czuję dezorientację, że czegoś brak. Chciałbym żeby choć jedna była w całości jako ilustracja wydarzeń. Ale nawet niektóre fragmenty w kontekście tej opowieści łapały za gardło. Nie żałuję seansu i trochę się wzruszyłem, a film okazał się lepszy niż się spodziewałem.

Fuga (2018)

Trochę na wyrost było oczekiwanie, że będzie to film wywołujący ciarki jakąś tajemnicą, żeby było bardziej emocjonująco i gatunkowo w sensie "mystery thriller". Ale sprawdziła mi się reszta oczekiwań - zwykły dramat psychologiczny, studium obcości i poszukiwania siebie. Fajne dialogi, wszystkie dość naturalne (zwłaszcza te z udziałem chłopca!), bardzo przekonująca postać głównej bohaterki, scenariusz układający się w jakąś opowieść, nie będący zlepkiem scen, to wszystko mi się podobało. Niewiele muzyki też mi pasowało. Nie ma tu cukierkowości, powrót córki/żony/matki marnotrawnej wywołuje lęk, nieufność, żal, a nie falę radości w rodzinie. Bo to trudna sytuacja dla wszystkich. Alicja/Kinga jest szczera i to jest w niej ciekawe - czasem jest nieznośna, a czasem czuła albo zabawna. Ale mówi wprost, choć czasem męczyło mnie to, że milczy. Najbardziej zabawne sceny to zabawa w przeklejanie karteczek i epizod Darka w restauracji - nie były przeszarżowane i nie zmieniały klimatu.